sobota, 20 marca 2010

tak prywatnie.../ more private...

ostatnio dużo myślę, obserwuję, szukam... przeżywam szczęścia, rozterki, smutki, potem znów szczęścia i chyba nie jestem w tym jakoś osamotniona. każdy przeżywa ciężkie chwile. może różnimy się tylko jakąś wytrzymałością na ból... to co jednych zabiłoby po 5 minutach dla innych jest codziennością. przez wiele lat moją codziennością był strach, ucisk w żołądku, kiedy tato chwiejnym krokiem wracał do domu... i może jestem jedną z tych nielicznych, dla której ta rzeczywistość stała się grubym pancerzem hardości, ale niewiele rzeczy potrafi mnie zwalić z nóg. dlaczego? dlatego, że zostałam wybrana. Bóg uratował mi życie kiedy przyszłam na świat i ratował je przez te wszystkie lata wielokrotnie. zadziwiał mnie i zadziwia wciąż na nowo tym, że nie jest takim jakiego wszyscy, w tym ja go widzimy. On-Jezus stoi wciąż obok i łapie mnie kiedy nie mam sił. kiedy wydaje się, że to już koniec drogi. jest blisko kiedy przychodzi wiosna i czuję, że mogę złapać życie za nogi i odfrunąć daleko. wypełnia pustkę, samotność. ratuje przed bólem i nienawiścią. to co zrobił z moim życiem jest jak bajka, można by opowiadać dzieciom na dobranoc, żeby było z morałem... i nie wiem czemu to piszę. na co dzień nie jestem biegającą fanatyczką ale ostatnio dużo myślę, obserwuję, szukam... i zaczynam widzieć tak dużo nicości i samotności, że nie mogę już trzymać moich skarbów tylko dla siebie.

a ostatnio wpadło mi w oko to...
więcej na : http://www.thejourneysproject.com/Bio.aspx
mnie powala.
miłej reszty weekendu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty

a jeśli mnie lubisz, zapraszam na facebook

Treści zawarte na moim blogu chronione są prawami autorskimi. Jeśli chcesz wykorzystać jakąkolwiek jego część do własnych publikacji poinformuj mnie o tym.

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń