wtorek, 27 września 2011

w strugach deszczu...

tak, w strugach deszczu biegłam do samochodu po ceremonii Majki i Michała. Chociaż pokusiłabym się o stwierdzenie, że to nie był deszcz, tylko przedsmak potopu, gdyby padało tak przez 40 dni i nocy to pewnie ponownie zmiotło by nas z powierzchni ziemi :) Jednak ani deszcz, ani mokre ubrania, powódź w butach, zaparowane szyby w samochodzie, czy też apokaliptyczna burza w jakiej dane mi było wracać nie mogły zmyć z mych ust uśmiechu, a z serca poczucia szczęścia, jakim była możliwość towarzyszenia Mai i Michałowi. Bo taki właśnie klimat miłości i szczęścia rozsiali w naszych sercach, kiedy mówili sobie TAK.































poniedziałek, 26 września 2011

Nie pozwól nam przespać poranka...

odsłaniam troszkę miłości na jaką mogłam patrzeć, miłości w pierwszych promieniach październikowego słońca. Niedługo więcej...

czwartek, 22 września 2011

Nie było łatwo... / It wasn't easy...

...nadążyć za taką ilością energii :) Bo Ci ludzie na brak energii nie mogą narzekać. A kto to taki? A to Izusia i Kuba i Kuba i Rysio ! Poznaliśmy się przy okazji sesji narzeczeńskiej, później spotkaliśmy się na Ich ślubie, potem był przefajny plener w deszczu, a to wszystko dawno temu. W międzyczasie Ich rodzinka nieco się powiększyła i już w tym większym składzie odwiedzili mnie w Opolu, w drodze na urlop.
No więc nawiązując do tego nienadążania - przywykłam do pełnej kontroli, przywykłam do dyktowania, stań tu , stań tam, popatrz, nie patrz, całuj, nie całuj... a tu? aaa ledwo nadążałam z aparatem biec za tą zwariowaną gromadką. Zero kontroli. I DOBRZE! Bo na zdjęciach, przynajmniej ja widzę PURE EMOTIONS... zresztą co ja tyle gadam.















poniedziałek, 19 września 2011

Anna i Zbyszek - Zapowiedź

Ania i Zbyszek już raz gościli na blogu, kiedy to zaprosili mnie do Krakowa na sesję narzeczeńską. Jak zawsze czas minął błyskawicznie i w sobotę miałam zaszczyt towarzyszyć im w czasie ceremonii ślubnej. Za tydzień czeka nas jeszcze sesja plenerowa, a tymczasem zapraszam na jedno klatkową zapowiedź pięknej ceremonii i najpiękniejszego kościoła, w jakim dotychczas przyszło mi robić zdjęcia.



Zapraszam też na facebook gdzie możesz polubić mnie i moją fotografię :) będzie mi bardzo miło !






wtorek, 13 września 2011

Serbia i Czarnogóra 2011' / Montenegro 2011'

W końcu zapadła decyzja, wyjeżdżamy. W biegu między sesjami szybkie pakowanie walizek. Do piątku oddać album jednej parze, w sobotę kolejny ślub, w niedzielę plener, w lesie mnóstwo komarów. Ostatnie 100 km, docieram do Opola, pakowanie ostatnich rzeczy, pożegnanie z kotem i w drogę. Przed nami dwadzieściakilka godzin podróży, ugryzienia komarów dokuczają, myślę sobie, "wredne, bo z polski, na miejscu się wyleczę", nie wiem jednak jeszcze, że na miejscu dopiero dowiem się co to znaczy krwiożercza bestia. Dojeżdżamy na Węgry, GPS (vel.Janina) postanawia zwiedzić Budapeszt, ot taka podróżniczka. Dobrze, że nocą, przynajmniej nie ma tłoku można swobodnie podziwiać miasto w przerwach szukania odwrotu z tego miasta... Jedziemy, jedziemy... Docieramy do Serbii... Szok. Północ kraju trudna do opisania. Ubóstwo spotyka się z przepychem. Autostrada w budowie, drogi w budowie, miasta w budowie. Państwo w budowie. Belgrad - tu ubóstwo spotyka przepych. Dalej jest tylko lepiej aż w końcu jest właśnie tak....Dla takich widoków gotowa jestem porzucić wszystko (oczywiście prócz męża, kota i wielu innych) ... Oniemiałam z zachwytu i długo byłam oniemiała, więc serbię przemilczmy.





Docieramy powoli do granicy z Czarnogórą, jednak zanim spotyka nas to szczęście  GPS (vel. Janina) po raz kolejny kapryśnie zwiedza. Wyprowadza nas w góry. Ale nie byle jakie góry... Takie góry, że bliska byłam załamania, kiedy na pionowo w górę pnącej się drodze, wyłaniał się zakręt za zakrętem. Samochód załadowany, wciąż na pierwszym lub drugim biegu... myślę sobie "co go trzyma przed stoczeniem się w dół". Mija kilka godzin. My pokonujemy śmieszne 20 czy 30 km... Ale w końcu docieramy do drogi krajowej. I od tej pory jest tylko z górki. Dosłownie...  Przed nami kanion Tary... i zachód słońca. Za barierką pewnie z 1500 m przepaści... Widoków nie da się zapomnieć...



Zapada zmrok... docieramy do Czarnogóry. Wszędzie płoną lasy, jest tak gorąco. Jest pięknie... Przed nami jakieś 150 km do morza... Wszystko nas boli, mózg paruje...

Docieramy do wybrzeża. Przwżywamy apartamentowe harakiri (nie polecam poszukiwania apartamentu o 24:00) i w efekcie nocujemy na parkingu ( a nieopodal huczne Czarnogórskie Disco z muzyką rodem z Disco Czarnogóra, kto nie słyszał nie zrozumie) Wczesnym rankiem podrywamy się, bez większego planu ruszamy w drogę, z marzeniem znalezienia miejsca w którym można by zostać. Marząc już tylko o prysznicu... O miękkim łóżku. I dzięki Bogu udaje się :)

Osiedlamy się w Barze.













Kilka kadrów z wyprawy do Ulcinji. Stare miasto i jedyna na całym Czarnogórskim wybrzeżu 15 km piaszczysta plaża. Czy wspominałam, że płatna ? A bo właśnie płatna, i nie myśl sobie, że cię nie przyuważą. Zawsze znajdzie się jakiś "yellow bermuda guy" który zedrze z ciebie myto za  ten twój metr kwadratowy jaki zajmujesz. Ale co tam... piasek pod stopami - bezcenne !



















I wyprawa do Kotoru. Pięknie pięknie pięknie... Stare po weneckie miasteczko. Tam właśnie w marzeniach układam już plan sesji ślubnych.... Trzeba jeszcze znaleźć śmiałków...












Nie może zabraknąć Swiętego Stepanka.



I już z powrotem na naszej niemalże prywatnej plaży. W Barze.






I to już koniec naszej wyprawy... Nie da się opisać 10 boskich dni nic nieróbstwa,  pysznego jedzenia, litrów wina z okolicznych winnic. Może warto by wspomnieć gościnność Czarnogórców. I brak wszechogarniających Polaków, Niemców, Francuzów etc. Łatwiej pisać o zdarzeniach niż przeżyciach. Mam nadzieję wrócić tam za rok...

Popularne posty

a jeśli mnie lubisz, zapraszam na facebook

Treści zawarte na moim blogu chronione są prawami autorskimi. Jeśli chcesz wykorzystać jakąkolwiek jego część do własnych publikacji poinformuj mnie o tym.

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń