środa, 1 czerwca 2011

A gdyby tak zabrać kawałek słońca i zawiesić go w mieszkaniu...

Kwiaty jeszcze niedzielne, od męża. Moje ulubione. Ale nie o nich chciałam tu napisać, a o zdziwieniu, które dopadło mnie, kiedy pracowałam nad zdjęciami.  Często, gdy przytłacza mnie ilość materiału do obrobienia, uciekam do takich właśnie zdjęć. Zdjęć o niczym, zdjęć tylko dla mnie. By odetchnąć od białego welonu i pocałunków które zerkają na mnie z monitora (żeby nie było, kocham zdjęcia ślubne :D ). I kiedy wczoraj w ramach takiego właśnie przerywnika wczytałam sobie te właśnie zdjęcia nagle poczułam zapach tych kwiatów... Moje zmysły zupełnie zwariowały i przez chwilkę nie mogłam wyjść z podziwu, jak niezwykle jesteśmy skonstruowani... Widząc kwiaty czujemy ich zapach...  tak wyraźnie jakby stały zaraz obok w zacieniony wieczór, kiedy wszystko pachnie tak intensywnie. A to były przecież tylko zdjęcia. Albo aż zdjęcia... i za to właśnie kocham fotografię. Za to, że zatrzymuje więcej niż tylko wspomnienie....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne posty

a jeśli mnie lubisz, zapraszam na facebook

Treści zawarte na moim blogu chronione są prawami autorskimi. Jeśli chcesz wykorzystać jakąkolwiek jego część do własnych publikacji poinformuj mnie o tym.

Obserwatorzy

Łączna liczba wyświetleń