Kwiaty jeszcze niedzielne, od męża. Moje ulubione. Ale nie o nich chciałam tu napisać, a o zdziwieniu, które dopadło mnie, kiedy pracowałam nad zdjęciami. Często, gdy przytłacza mnie ilość materiału do obrobienia, uciekam do takich właśnie zdjęć. Zdjęć o niczym, zdjęć tylko dla mnie. By odetchnąć od białego welonu i pocałunków które zerkają na mnie z monitora (żeby nie było, kocham zdjęcia ślubne :D ). I kiedy wczoraj w ramach takiego właśnie przerywnika wczytałam sobie te właśnie zdjęcia nagle poczułam zapach tych kwiatów... Moje zmysły zupełnie zwariowały i przez chwilkę nie mogłam wyjść z podziwu, jak niezwykle jesteśmy skonstruowani... Widząc kwiaty czujemy ich zapach... tak wyraźnie jakby stały zaraz obok w zacieniony wieczór, kiedy wszystko pachnie tak intensywnie. A to były przecież tylko zdjęcia. Albo aż zdjęcia... i za to właśnie kocham fotografię. Za to, że zatrzymuje więcej niż tylko wspomnienie....
środa, 1 czerwca 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Popularne posty
a jeśli mnie lubisz, zapraszam na facebook
Archiwum bloga
Treści zawarte na moim blogu chronione są prawami autorskimi. Jeśli chcesz wykorzystać jakąkolwiek jego część do własnych publikacji poinformuj mnie o tym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz